Nawigacja

Medycyna a technika

Co pewien czas media donoszą o pokonaniu kolejnej bariery w diagnostyce lub leczeniu. Leczenie to nadal jednak sztuka, niezależnie od tego, jak duży udział w sukcesie ma technika. Umiejętności wyboru pomiędzy znanymi sposobami leczenia i proponowaniem nowych opatentować się po prostu nie da.

 

Ostatnio spektakularny sukces odniósł polsko-brytyjski zespół lekarzy, którzy dokonali udanej transplantacji komórek glejowych z opuszki węchowej pacjenta do jego przerwanego rdzenia kręgowego. Sparaliżowany pacjent częściowo odzyskał czucie i sprawność motoryczną. Można zadać pytanie: dlaczego takiego zabiegu – znacznie prostszego niż przeszczep organu – nie wykonano wcześniej? Przecież operacje na mózgu, którego częścią jest opuszka węchowa, czy na kręgosłupie, wykonuje się od dawna, a tutaj interwencja chirurgiczna polegała na pobraniu komórek i wstrzyknięciu ich w okolice przerwy w rdzeniu.

Wszechobecna technika

Odpowiedź jest prosta i zarazem złożona. Prosta – nie było to technicznie możliwe, a złożona – przy zabiegu operacyjnym korzysta się z technik wspomagających, które wcześniej nie były znane lub były obarczone nieakceptowalnie dużym ryzykiem porażki. Jedną z nich jest hodowla tkankowa. Pobrane komórki glejowe musiały być namnożone, a jednocześnie nie mogły ulec degeneracji, np. na skutek mutacji, gdyż wzrosłoby ryzyko powikłań lub odrzucenia przeszczepu. Należało je też fizyko-chemicznie przygotować do wprowadzenia do otoczenia odmiennego zarówno od tego, z którego komórki pobrano, jak i od środowiska sztucznej hodowli. Co więcej, komórki musiały się zachowywać tak, jak oczekiwali lekarze, czyli wykształcać brakujące połączenia pomiędzy odpowiednimi końcówkami nerwów w uszkodzonym rdzeniu kręgowym. A przecież w swoim naturalnym miejscu – opuszce węchowej – wcale tego nie robią! I to jest chyba najbardziej zadziwiające w technikach spajania nerwów, że udaje się nakłonić komórki do pożądanego zachowania. Pacjent po zabiegu, chcąc poruszyć paluchem prawej stopy, powinien poruszyć właśnie nim, a nie np. małym palcem lewej stopy. Zaproponowana przez polskich lekarzy eksperymentalna metoda leczenia urazów rdzenia kręgowego jest jedną z wielu koncepcji rozwijanych obecnie na świecie. Można się spodziewać, że za kilka (optymistycznie) czy kilkanaście (bardziej realne) lat do rodzaju uszkodzenia będzie się dobierało odpowiedni sposób leczenia.

Wspomniane hodowle tkankowe umożliwiają konstruowanie tkanek, które wszczepia się pacjentowi, np. jako płat sztucznie wyhodowanej skóry. Tkanki hoduje się też na stelażach z materiału biologicznego (kolagenu) lub na stelażach siatkowych z włókien sztucznych. Dzięki temu można odtwarzać coraz bardziej skomplikowane struktury m.in. chrzęstne (małżowina uszna) czy kostne (kości czaszki). Hodowle tkankowe znacząco też poszerzyły spektrum przeszczepów autologicznych (nazywanych także autogenicznymi), w których dawcą i biorcą jest ten sam pacjent. Takie przeszczepy mają ogromną zaletę – ciało pacjenta rozpoznaje przeszczep jako swoją własną tkankę i nie zwalcza jej.

Duże nadzieje w dziedzinie przeszczepów autologicznych pokłada się w poznawaniu właściwości komórek macierzystych i rozwijaniu technik sterowanego hodowania. Ze względu na przyjęte w prawie wszystkich krajach na świecie zakazy pozyskiwania komórek macierzystych z embrionów ludzkich, rozwinięto techniki izolowania ich z innych tkanek (szpiku, krwi, skóry itd.). Namnożone komórki macierzyste próbuje się wykorzystać do hodowania całych organów. Mają one niesamowitą zdolność przekształcania się w dowolną tkankę, dlatego do zespalania nerwów zaprzęga się również komórki macierzyste. Może za jakiś czas wizyta u dentysty będzie kojarzyła się nie z borowaniem, ale z wstrzykiwaniem pacjentowi jego własnych komórek macierzystych, które dadzą początek nowym, zdrowym zębom.

Wszystkie obszary medycyny wspomaga farmakologia. Wykorzystywanie interakcji pomiędzy związkami chemicznymi a komórkami, grupami komórek, narządami w różnych warunkach środowiskowych – to też jest technika. Można nie wierzyć, że cudowna mikstura odmładza skórę o osiem lat i jeden kwartał (okrągła liczba 100 miesięcy, może przemawiać do klientów), ale już sukcesy w pokonywaniu wirusów odpowiedzialnych za AIDS lub Ebolę każą chylić czoła przed potencjałem tkwiącym w technikach z pogranicza genetyki i farmakologii.

Obecnie pracuje się nad technikami terapii celowanej, skierowanej w konkretne miejsca, np. w tkankę guza. Wśród pomysłów jest m.in. zamykanie cząsteczek substancji aktywnej (leku) w nano-wymiarowych „kokonach”, uzbrojonych na zewnątrz w cząsteczki rozpoznające komórki nowotworowe i przyłączające się do nich. Cząsteczka leku uwalnia się z transportującej ją otoczki w miejscu docelowym, niszcząc komórki nowotworowe, ale nie uszkadzając przy tym komórek zdrowych. Taka terapia może być skuteczna w przypadku nowotworu rozsianego po całym organizmie, atakującego różne tkanki i narządy. Być może za kilkanaście lat stosowana dzisiaj tzw. chemia, ustąpi miejsca znacznie mniej inwazyjnej terapii celowanej. Wyścig badaczy trwa.

Blisko farmakologii znajduje się dziedzina wspomnianych już badań genetycznych i część biotechnologii zorientowana na genetyczne „poprawianie” organizmu, np. leczenie chorób o podłożu genetycznym. Postęp jest wolniejszy niż oczekiwano, ponieważ wielkość genomu człowieka uniemożliwia jeszcze przewidywanie i programowanie wszystkich zależności pomiędzy kwasami nukleinowymi i białkami, i dalej procesami sterowanymi przez te białka. Niemniej i na tym polu badacze nie ustają w opracowywaniu nowych technik.

Zmniejszanie inwazyjności terapii jest jednym z poważniejszych wyzwań medycyny. Terapie celowane, ograniczające wpływ leków na cały organizm to jedna sfera, a druga to minimalizowanie ingerencji chirurgicznej poprzez m.in. rozwijanie metod endoskopowych. Żeby możliwe było przeprowadzanie operacji poprzez małe nacięcia skóry, operatorzy muszą dysponować bardzo zaawansowanym technicznie sprzętem, dającym wgląd do wnętrza ciała i umożliwiającym szczegółową, umiejscowioną diagnostykę oraz dokonywanie skomplikowanych zabiegów. Niedawno polscy kardiochirurdzy wszczepili sztuczne zastawki do serca bez otwierania go.

Wreszcie – leczenie na odległość, czyli z jednej strony systemy monitorujące na bieżąco stan pacjenta i komunikujące się z centralnym komputerem lub bezpośrednio z lekarzem, np. poprzez sieć telefonii komórkowej, a z drugiej – manipulatory sterowane z dowolnego miejsca na świecie. W dziedzinie zdalnej medycyny polskie zespoły złożone z operatorów i inżynierów należą do wiodących na świecie. Lekarze będą się coraz bardziej specjalizować w bardzo skomplikowanych technikach operacyjnych. Skutkiem tego liczba wirtuozów danej techniki będzie bardzo mała. Chirurgia zdalna umożliwi więc ludziom z różnych zakątków świata dostęp poprzez internet do wysokiej klasy specjalistów, znacząco przy tym ograniczając koszty.

Patent w medycynie

Poruszone tu zagadnienia obrazują zaledwie mały wycinek współczesnej medycyny i ilustrują jej ścisły związek z szeroko rozumianą techniką. Każdy z przykładów można opisać w formie zgłoszenia patentowego i starać się o uzyskanie ochrony patentowej. Czy to będzie nowy lek, proteza, implant, sztuczne serce, endoskop, tomograf, czy sposób wytwarzania szczepionki lub zastosowanie znanego leku do leczenia innej choroby – wszystkie mogą być chronione patentami. Oczywiście jeżeli spełniają wymagane prawem warunki.

W większości krajów nie są patentowane sposoby diagnostyki i leczenia, ponieważ nie mają atrybutu stosowalności przemysłowej. Każdy przypadek jest inny i do każdego pacjenta trzeba podejść indywidualnie, a to wymaga nie tylko wiedzy i doświadczenia, ale i czegoś, co nie daje się opisać terminologią techniczną. Wyłączone z patentowania są też wynalazki budzące sprzeciw ze względów etycznych, np. specyfik opracowany specjalnie do eutanazji ludzi. To zagadnienie zostało szczegółowo uregulowane prawnie w obszarze wynalazków biotechnologicznych. Nie można opatentować, np. sposobów klonowania ludzi, stosowania embrionów ludzkich do celów przemysłowych lub handlowych, modyfikacji tożsamości genetycznej człowieka i zwierząt, jeśli powodowałoby to nadmierne i nieadekwatne do korzyści cierpienie. Takie szczegółowe wyłączenia są konieczne, bowiem metody te nie są ani sposobami leczenia, ani sposobami diagnostycznymi.

Można natomiast ubiegać się o ochronę patentową prawie wszystkich innych technicznych rozwiązań w medycynie. Ochrona jest potrzebna, ponieważ rynek dla medycyny jest globalny, nawet rzadkie choroby w skali światowej dotykają setki i tysiące osób. Jeśli rynek jest duży, to i konkurencja ogromna. Ochrona patentowa jest zatem jedynym skutecznym narzędziem umożliwiającym producentom konkurowanie na w miarę równych prawach.

Istnienie nowoczesnego zaplecza technicznego procedur medycznych nie zmienia jednak faktu, że potrzebujący pomocy pacjent oczekuje jej nie od systemu, laboratorium, robota, lecz od lekarza. Nic nie zastąpi w procesie leczenia bezpośredniego kontaktu pacjenta z lekarzem, który wykaże zainteresowanie i sprawi, że poczuje się on podmiotem, a nie przedmiotem leczenia. To, że lekarz chce pomóc pacjentowi, już leczy, a technika tylko ten proces wspomaga.